Na skróty:

Temat: Opis podróży

Podróże: Stany Zjednoczone


Rozwiń / Ukryj wszystkie komentarze
szkot pisze w relacji: Rezerwat Havasupai
aktualizowano: 2009-06-05

Zaledwie 30 mil w linii prostej, ale 160 mil najkrótszą drogą od Grand Canyon Village, znajduje się Rezerwat Havasupai. Słynie on z przepięknych wodospadów w pobliżu wioski Supai, zamieszkałej przez 450 Indian Havasupai. Jest to jedyne plemię w USA którego wszyscy członkowie mówią rodzimym językiem. Inną ciekawostką jest to, że w Supai znajduje się ostatnia poczta w kraju, do której listy są dowożone przez zwierzęta juczne. A to dlatego, że nie prowadzi tam żadna droga. Z parkingu zwanego Hualapai Hilltop trzeba iść 13 km na nogach lub też pojechać na koniu. Można nawet polecieć helikopterem, ale to opcja dla typowych Amerykanów, a nie dla żądnych przygód Polaków! A zanosiło się na przygodę od momentu, kiedy postanowiliśmy wejść bez pozwolenia. Przewodnik nic o tym nie wspominał, ale wprowadzono limit 250 osób dziennie i obowiązek wcześniejszej rejestracji. Zadzwoniłem, ale następny wolny termin był... za 2 miesiące! Mieliśmy 3 opcje: zrezygnować (brrrr), pójść do Supai i błagać o litość, lub przejść przez wioskę nocą aby nikt nas nie zobaczył. Wybraliśmy ten ostatni wariant.

Wyszliśmy o 2 w nocy. Baliśmy się że już na parkingu ktoś nas zauważy, ale nie. Przyczepiły się tylko 2 psy, które towarzyszyły nam aż do wodospadów. W świetle latarek szliśmy zwężającym się kanionem aż do wioski. Rozwidniało się. Nic nie mówiąc w stresie szliśmy zakurzonymi uliczkami, mijając domy pilnie strzeżone przez szczekające psy. Nie da się opisać ile nas to zdrowia kosztowało! Ale udało się, minęliśmy wioskę niezauważeni i doszliśmy do pierwszego wodospadu o nazwie Navajo. Była 7 rano, chłodno, cicho i pusto. Wcześniej widziałem zdjęcia Havasupai, ale to co mieliśmy przed oczami przechodziło ludzkie pojęcie! To jest prawdziwy Eden w środku pustyni! Bujna tropikalna roślinność otacza turkusową rzekę spadającą prosto do jeziorka, na dnie którego uformowały się liczne wapienne baseniki. Jeśli miałbym sobie wyobrazić raj, to właśnie tak.

Krzysiek wyklinał z zachwytu, co chwila powtarzając "o ja pierd..ę" i rozkładając przy tym statyw. Mi po prostu mowę odjęło. Spędziliśmy tam ze 2 godziny i zrobiliśmy mnóstwo zdjęć. Następnie poszliśmy do wodospadu Havasu o wysokości 37 metrów, którego nie mogę nawet opisać ze względu na moje ubogie słownictwo. Jest to jeden z najbardziej fotografowanych wodospadów świata i bez wątpienia jeden z najpiękniejszych. Idąc dalej w dół niebieskozielonej rzeki doszliśmy do najwyższego (64m) wodospadu w Havasupai - Mooney Falls. Nazwa wzięła się od Jamesa Mooney, który w 1882 roku zginął próbując uratować rannego kolegę. Zejście na dół wodospadu nie należy do łatwych, pomimo łańcuchów, drabiny i nawet tunelu.

Nie śpieszyliśmy się z powrotem do Hualapai Hilltop, bo lepiej poczekać aż palące słońce schowa się gdzieś za horyzontem. Wracaliśmy tą samą drogą. W pewnym momencie Krzysiek usłyszał barany. Beczały gdzieś blisko. Rozejrzeliśmy się ale po baranach ani śladu! I wtedy okazało się, że to były zwykłe żaby, tylko echo potęgowało ich skrzek! A już myślałem że na kolację będzie baraninka. Po powrocie do samochodu spaliśmy jak zabici. Należało nam się, w końcu misja zakończyła się (prawie) pełnym sukcesem. Bo zdjęcia mogły być lepsze...

Komentarze [1]

  • autor komentarza: Super excited to see more of this kind of stuff onnlie., dodany 2011-09-23

    Super excited to see more of this kind of stuff onnlie.

Komentuj

Czytaj również